18+ • Surowe i intymne treści
Ten blog zawiera szczere i bardzo bezpośrednie historie. Prosimy o dyskrecję. Osoby poniżej 18 lat prosimy o opuszczenie strony.

piątek, 5 czerwca 2026

Xellos

Kiedyś na starym blogu Cwelik zamieściłem o nim długi wpis. Ktoś nazwał go love-story. To nie była miłość. To było klasyczne zauroczenie — najjaśniejszy płomień, który wypala się najszybciej, jak mawiają Anglosasi.

Poznałem go w 2008 roku na gejowskim forum. Nick Xellos. Napisał do mnie PW. Zaraz potem wysłał mi maila i zdjęcia na o2 — dziewiętnastolatek z Krakowa — inteligentny, elokwentny, cholernie ładny. Pisał długie, egzaltowane wypowiedzi o Mareczku — koledze z klasy, z którym chciał zaliczyć swój pierwszy raz. A jeśli nie z nim, to z innym rówieśnikiem lub nieco młodszym.

Przenieśliśmy się na GG. Okno rozmowy nie znikało z ekranu. Pisał niemal bez przerwy. Przeżywał etap myślenia magicznego. Wróżki, moc afirmacji i modlitwy, wyjazdy do szeptuchy na Podlasie. W pewnym momencie uznał, że jeśli on spełni moje marzenie, to wszechświat spełni jego. Moje marzenie było banalne - chciałem zwyczajnie całować stopy nastolatka.

Poleciałem z Belgii do Wrocławia, skąd tłukłem się dalej pociągami do Krakowa. Podróż zajęła cały dzień.

Gdy wszedł do hotelu, byłem poruszony — wyglądał jeszcze młodziej niż na zdjęciach. Włosy z pasemkami blond, staranny ubiór, szczeniacki uśmiech. Szykował się na to wyjście ponad godzinę, ale zachowywał po męsku, nonszalancko, miał niski głos. Przyniósł słodki owocowy likier. Kilka łyków i przyszedł upragniony luz.

Spełnił moje marzenie. Całowałem jego duże stopy. To był mój sposób na bezpieczne zbliżenie się do chłopaka, przy którym byłem nieśmiały. Mogłem czuć smak i zapach tej zakrytej, intymnej części ciała, zachowując dystans i ograniczoną interakcję.

Z Xellosem alkohol również zrobił swoje — przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować gwałtownie, na wiele sposobów. Nie dziwiło mnie to — nastolatki rozpoczynają eksperymenty z cielesnością od pocałunków, więc robił to, co najlepiej potrafił. W miarę ubywania zawartości butelki nakłonił mnie do pieszczoty ustami. Trwało to długo, bez wyraźnego końca. Bolała mnie żuchwa. Później w środku nocy wyciągnął mnie jeszcze na spacer po mroźnym Krakowie. 

Zostało mi kilka fot z tamtego spaceru na dysku. Zrobione moim czerwonym Yari, który niejedno widział, zarejestrował niejednego luja śpiącego u mnie w kamienicy. Od niedawna pracuję nad  odświeżeniem mojej kolekcji.

Przez kolejne miesiące poświęcałem Xellosowi masę czasu. Godziny rozmów na gadulcu do siódmej rano — mama wychodziła do pracy, a ja wciąż wisiałem w sieci. Całymi dniami przesiadywałem w T-shircie i spodniach od piżamy przed CRT, a on trajkotał o swoim życiu. Zaniedbałem dla niego własne obowiązki, których i tak miałem niewiele.

Spotkaliśmy się jeszcze raz, w hotelu nad posterunkiem policji, gdzie kręcono „W11”. Z telewizora płynęła nuta z przypałowym głosem wokalisty grupy Feel. Xellos siedział w balkonowym oknie, odpalając jednego papierosa od drugiego, sączył piwo. W pewnym momencie odwrócił się i zaproponował, byśmy poszli na całość i bym to ja był pasywny.

Odmówiłem. Tak naprawdę pragnąłem tego, ale przecież od miesięcy powtarzał, że planuje zaliczyć swój pierwszy raz z Mareczkiem albo kimś podobnym.

Teraz siedział rozluźniony w oknie i dyktował swoje warunki.

Długo wierzyłem, że postąpiłem słusznie. Z czasem zacząłem jednak podejrzewać, że wziął moją postawę za słabość i zwyczajnie mną gardził. Kiedy pewnego razu na gadulcu wspomniałem mu o moim poświęceniu, przemilczał to. Pomyślałem, że jak większość z nas i tak zaliczył swój pierwszy raz z kimś przypadkowym, z byle kim w Coconie — najpopularniejszym wtedy gejowskim klubie w Kraku.

Ta historia skończyła się równie banalnie, jak zaczęła. Kilka kłótni o byle co, a potem tylko: To nara, piesku admina.

Długie miesiące intensywnego kontaktu i ta jedna, ostatnia linijka tekstu w okienku na GG. Z emotem uśmiechniętej buźki.

Był inteligentny, wygadany, zabawny. Ale nieustanna troska o wygląd i powtarzanie, że jego młodość nigdy się nie skończy, zostawiły mi obraz kogoś, kto bardzo pilnuje swojej fasady.

Zbyt późno zrozumiałem, ile miesięcy życia, uwagi i energii spaliłem na internetowe fantazje. Na złudzenie stworzone przez kilka pięknych zdjęć i młody wiek chłopaka, którego tak naprawdę wcale nie znałem. Na stawianie sobie absurdalnie wysokich wymagań etycznych wobec kogoś, kto i tak miał to wszystko w dupie.

W końcu wróciłem tam, gdzie życie jest brutalne, ale przynajmniej czytelne — do parku. Tam reguły były proste i surowe. Nikt nie tracił miesięcy na pierdolenie w chuj.

Bo prawdziwe życie nie toczy się w Internecie. Ono w nim umiera.






2 komentarze:

  1. Juz ojciec swiety Aleksander Szosty, nawiasem mowiac otruty arszenikiem przez swego nastepce na tronie Piotrowym imie ktorego mi wypadlo z pamieci , juz ten ojciec Swiety zwykl mawiac iz predzej wielblad przejdzie przez ucho igielne.nizli pedal kiedykolwiek dostanie sie do Krolestwa Niebieskiego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lata dwutysieczne znacza wzrost znaczenia tzw. Ciotostanu Walczacego, czytaj podobienstwa z Solidarnoscia Walczaca konca lat osiemdziesiatych.

    Roznica pomiedzy obydwoma organizacjami byla jednak gruntowna w tym ze ta pierwsza wspiera pazernosc I proznosc ciotostanu zas ta druga reprezentuje nihilizm radykalnej prawicy.

    Proletariusze Ciotostanu Walczacego laczcie sie !

    OdpowiedzUsuń

Rybcia

  Moja ukochana kamienica: wysokie sufity, przestrzeń, piece kaflowe. W rogu stare pianino, na nim świeczki, które zapaliłem na jego przyja...