To była ruchliwa noc w parku. Na ławce, na prawo od pomnika Słowackiego, kobieta ujeżdżała mężczyznę – widok nietypowy w tym miejscu. Ciotki mijały ich bez słowa. Tylko niektóre zatrzymywały się i patrzyły zaskoczone. Para w średnim wieku, wyglądali na bezdomnych, bez przerwy pili i, szczerze mówiąc, nie było tam czego oglądać.
W pewnym momencie zjawił się dwudziestoparoletni chłopak, zupełnie normalny, żaden bezdomny. Pochylił się nad dziadem. Po chwili ona się podniosła, a chłopak zaczął popychać ją od tyłu. Wtedy już było na czym zawiesić wzrok – szczupły tyłeczek młodzieńca przykuwał uwagę. Cioty obserwowały ten spektakl z zainteresowaniem, po trzy lub więcej przystawały w bliskiej odległości. Patrzyłem z oddali. Czułem się wtedy stuprocentowym gejem i byłem z tego dumny, dlatego takie widowiska co do zasady budziły mój niesmak.
Był z nami też starszy pan, nad wyraz wiekowy. Trudno było go zaszufladkować jako kolejnego żałosnego starucha. Męski, o błyszczących oczach i rumianej cerze. Miał szlachetne maniery, w których dało się odnaleźć ślady przedwojennego sznytu. Od razu rozpoznałem w nim osobę wykształconą i wartościową, dlatego wcale mi nie wadził. Przeciwnie, uznałem za piękne, że taki poważny senior przyszedł do parku.
Niestety, po pewnym czasie pan przyjął tyle wrażeń, że zrobiło mu się słabo, usiadł na ławce i musieliśmy dopytywać, czy wszystko jest w porządku, czy może należy wezwać pomoc. Kumpel, chudy blondyn w okularach, komentował:
– Wiesz, on zobaczył tych wszystkich ładnych facetów i nie wytrzymał.
Rozumiałem. Była ciepła letnia noc i w parku naprawdę się działo. Bez przerwy ciotki łączyły się w pary i wychodziły razem w krzaki. A później często trójkąty, grupówki. I przez zarośla prawie wszystko było widać.
Tej nocy suki nie wjeżdżały do parku na zgaszonych światłach, agresywne luje na nas nie napadały, panowała atmosfera beztroskiej fiesty. Krążyłem po obydwu częściach parku do czwartej, piątej rano.
Wtedy zjawił się bardzo młody chłopak, najwyżej osiemnastolatek. Szczupły, średniego wzrostu, ciemny blondyn o regularnych rysach. Kilka ciotek mu ciągnęło. Zazdrościłem i trzymałem się w pobliżu. Zależało mi, by mnie dostrzegł. W pewnej chwili, gdy na moment wokół zrobiło się pusto, zwrócił się do mnie.
– Usiądziesz na nim? – usłyszałem.
Patrzył na mnie skupionym, inteligentnym wzrokiem.
– Niestety nie – odpowiedziałem.
Nie wyobrażałem sobie tego. Nigdy bym nie zrobił takiej rzeczy w parku. Tak bez przygotowania, a do tego pewnie bez gumy? Przez całe życie ryzykowałem, ale narażanie się do takiego stopnia byłby przekroczeniem mojej czerwonej linii.
Byłem przekonany, że właśnie straciłem szansę na zbliżenie się do fantastycznego nastolatka. Już poczułem stratę, żal, żałobę.
– A obciągniesz chociaż z połykiem? – zaoferował nagle.
– Tak – odpowiedziałem entuzjastycznie, z wielką radością i nadzieją.
Chłopiec wstał i pozwolił mi zająć ławkę. To działo się tuż przy popiersiu Słowackiego. Wziąłem go w usta, chłonąc smak rozkosznej młodości. Przyjmowałem go z uwielbieniem, fascynacją, oddaniem i miłością. A gdy napełnił mnie ciepłym płynem, połknąłem jak drogocenny skarb, nie mogąc uwierzyć we własne szczęście.
Wtedy wytarł się chusteczką wyjętą z saszetki na ramieniu, zapiął spodnie i poprawił koszulkę.
Pożegnał mnie krótkim „dzięki” i specyficznym gestem – dwoma palcami wiktorii skierowanymi w moją stronę. To zakończenie przygody było fantastyczne, takie młodzieżowe, rzadko spotykane. Rozmyślałem o tym geście długo w autobusie nocnym z Kaponiery – wygodnym DAF-ie, darze z Utrechtu, na którego wysokich siedzeniach jechało się jak na wycieczkę.
W domu opisałem wszystko na GG Horusowi, kumplowi z Łodzi, rok starszemu ode mnie barmanowi z forum, na którym miałem rangę „pies admina”. Tej nocy, a właściwie dnia, spałem spełniony i szczęśliwy.
Wstałem, jak zwykle, późnym popołudniem. Włączyłem kompa – stacjonarnego, z ekranem CRT – i od razu przeczytałem odpowiedź Horusa na relację o mojej nieziemskiej przygodzie z cudownym nastolatkiem, który zakończył zbliżenie niespodziewanym gestem.
Horus odpisał:
„Wiesz, co oznaczał ten gest? To gest zwycięstwa nad Twoim życiem”.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz