Pewnej wiosennej nocy po godzinach samotnego krążenia na zboczach cmentarza usłyszałem w oddali szybkie tupanie butów po ziemi. Po chwili ujrzałem chłopaka w dresie. Nie żaden pedał, zwyczajny luj średniego wzrostu i normalnej budowy ciała. Na mój widok wybałuszył oczy i zatrzymał się gwałtownie. Zbliżył się, położył mi rękę na głowie, zepchnął na kolana. Poczułem intensywny, wilgotny zapach jego dresu, bielizny i spoconego, rozgrzanego brzuszka. Wyciągnął go i zapakował mi do buzi. Ruszał biodrami rytmicznie, szybko oddychając przez usta. Wdychałem go całym sobą – jego wysiłek, samczą woń. Skończył z mocnym sapnięciem. Przytrzymał mnie, praktycznie zmuszając do połknięcia. Wcale nie musiał mnie zachęcać. Potem schował go i po prostu pobiegł dalej.
Wyjąłem telefon i zadzwoniłem do Agaty, starszej o 20 lat pani poznanej przez mój blog o nazwie cwelik. Odebrała mimo późnej pory. Płakałem w histerii, że właśnie przeżyłem najpiękniejszą chwilę w całym moim życiu, że poznałem prawdziwego sportowca, chłopaka hetero, z którym namiętnie się kochałem. Słuchała spokojnie jak kolejnej ciotodramy. Później usiłowała zmienić temat na coś prozaicznego, o problemach w swojej firmie, ale nie byłem w stanie myśleć i mówić o błahostkach, gdy świat drżał w posadach. Rozłączyłem się i dreptałem szybko, pełen ekscytacji. Wysyłałem SMS-y do ciot, przechwalając się, że miałem luja, o którym te mogą jedynie pomarzyć. Życie było cudowne, najlepsze. Kolekcja pięknych chwil powiększona o następne wspomnienie, którego już nikt nigdy nie mógł mi odebrać.
Zmiana scenerii: zima, noc, park pedała, trzaskający mróz. Wokół absolutna pustka. Kto by wytrzymał w takich warunkach? Ja. Czapka, ciepła kurtka, ochronny krem i gruba warstwa fluidu na mordzie. Kilka rund po obu stronach pikiety dla rozgrzania się. Wreszcie dostrzegłem go. Młodego chłopaka zbliżającego się swobodnym krokiem od strony dworca. Kurtka i bluza z kapturem. Blondyn, około 26 lat. Podobna sekwencja zdarzeń, tylko że ten mimo mrozu opuścił spodnie razem z majtkami. Twardy facet. Był duży. Większy niż poprzedni. Robił to wolniej, delektując się chwilą. Ja też. Poruszał się delikatnie, ale stanowczo, trzymając mnie za podbródek. Czułem w ustach ciepło jego ciała – żywe, intensywne w tę mroźną noc. Obejmowałem jego biodra, sycąc się bliskością. Spiłem wszystko do ostatniej kropli. Nie powiedział słowa. Podniósł spodnie i po prostu zawrócił. Był czysty, ale i tak domyśliłem się, że przyszedł z dworca. Nosił się zbyt letnio, więc od razu wiedziałem, że nocował w poczekalni. Pełno podobnych stamtąd przychodziło. Niektórzy byli naprawdę fajni, właśnie tacy jak ten. Nie żałowałem ani trochę. Wróciłem nocnym do domu szczęśliwy. Odpaliłem bloga, napisałem post, dodałem następną piękną chwilę do kolekcji.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz