18+ • Surowe i intymne treści
Ten blog zawiera szczere i bardzo bezpośrednie historie. Prosimy o dyskrecję. Osoby poniżej 18 lat prosimy o opuszczenie strony.

poniedziałek, 25 maja 2026

Sylwek

Sylwek był niskim i szczupłym chłopakiem. Chłopakiem, nie jakąś przegiętą pizdą! Przyglądałem mu się z fascynacją, mimo że w parku nie wyrażano się o nim zbyt pochlebnie. No i mimo tamtej paskudnej historii, kiedy jego śliczne ciałko nagle pokryły nitkowate bruzdy – rzekomo alergia na sierść psa. W tamtym czasie każda dolegliwość kojarzyła się z zarazą, której nazwy nawet nie wypowiadano.

Z Sylwkiem przyjaźniła się Jolka, która często prawiła mi komplementy. Nie chciałem jej. Długie włosy, podawanie się przy lujach za dziewczynę – całkiem zresztą skuteczne – działały na mnie odpychająco. Pragnąłem chłopaka, nie czegoś, co udaje laskę. Sylwek był zupełnie inny. Wprawdzie miał już dwadzieścia lat, ale wciąż był tak rozkosznie chłopięcy, że coś mi miękło w środku, kiedy tylko o nim pomyślałem.

Gadaliśmy sobie w grupce pośrodku alejki: ja, Jolka, Sylwek i dziad z Gostynia. Ciągle spoglądałem na Sylwka. Szybko dostrzegł moje długie spojrzenia i niemal od razu zaczął patrzeć na mnie w ten sam sposób. Podchodziliśmy do siebie coraz bliżej i już po chwili przytulaliśmy się i całowaliśmy.

– Boże, jaka patologia! – zachichotała Jolka, chwytając się za głowę. Trochę zazdrośnie, trochę na serio.

Dziad z Gostynia nagle się odwrócił i przechadzał koło nas tam i z powrotem. Znałem go – czterdzieści plus, zapach petów, Golf ze szrotu. Dobrze robił laskę z połykiem.

Miłość na pikiecie. Dwóch facetów, którzy się całują. Rzadki widok.

Pragnąłem go. Lizaliśmy się już na całego, dotykaliśmy. Zapytałem dziada z Gostynia, czy zabierze nas na Cytę, bo nie chciałem tego robić w parku przy tylu znajomych ciotach.

Usiedliśmy z tyłu. Drogi nie pamiętam. Oczy miałem zamknięte, język Sylwka penetrował moją buzię, moja dłoń błądziła pod jego koszulką po gładkiej klacie. Na miejscu weszliśmy od razu w krzaki. Miejsce było porośnięte wysokimi tujami, wchodziło się tam po niewielkich schodkach. Dziad spacerował niżej alejką, cały czas rzucając w naszym kierunku łapczywe spojrzenia.

Mieliśmy rozpięte spodnie i pieściliśmy się, całując namiętnie. Coś mnie jednak blokowało przed tym, by pójść z nim na całość. Ta natrętna myśl o dermatologicznym horrorze tego chłopaka, „uczuleniu na psy”, powracała. Dlatego kiwnąłem brodą na dziada z Gostynia, zdradzając Sylwkowi:

– Ten zajebiście robi laskę.

Sylwek nie miał oporów. Zawołałem dziada. Przybiegł pośpiesznie jak pies z wywalonym językiem. Pociągnąłem go do siebie za łachy, sprowadziłem na ziemię. Robił to posłusznie i zachłannie. Nie przestawaliśmy z Sylwkiem się całować. Uśmiech nie schodził nam z twarzy po tej akcji ze staruchem. Cudownie było spijać ślinę Sylwka z jego języka, czując jednocześnie pulsowanie ciała i zbliżające się spełnienie. Kulminacja przyszła, gdy obejmowałem go oburącz za szyję i myślałem tylko o nim.

Dziad z Gostynia oblizał usta i zajął się Sylwkiem. Robił to szybko jak wariat. Pewnie przez cały czas właśnie na to czekał, bo mój smak już dobrze znał, ale Sylwka miał zaszczyt obsługiwać po raz pierwszy w życiu. Sylwek stękał i jęczał. Ciągle staliśmy w uścisku i trwającym w nieskończoność pocałunku. Miło było czuć, jak dochodzi. W tamtej chwili kochałem go i cieszyłem się niesamowicie z tej cudownej przygody.

Nigdy później już nie spotkałem Sylwka. Przypadkowo usunąłem jego numer w Yari. Dwie cioty miały do niego kontakt, ale mi go nie podały. Miałem wrażenie, że pedały nie chcą, byśmy znowu się spotkali. Wyglądaliśmy razem na zakochanych. Było w tym piękno, miłość i życie. A oglądanie takich rzeczy w smutnym życiu przeciętnej cioty było nie do zniesienia.





1 komentarz:

Rybcia

  Moja ukochana kamienica: wysokie sufity, przestrzeń, piece kaflowe. W rogu stare pianino, na nim świeczki, które zapaliłem na jego przyja...