18+ Ten blog zawiera osobiste, intymne i bardzo bezpośrednie historie. Jeśli nie masz ukończonych 18 lat, opuść stronę.

piątek, 29 maja 2026

Trzydzieści złotych


Siedziałem sobie na oparciu ławki przy wybrukowanej ulicy, którą przed laty kursowały tramwaje. To tam zatrzymywały się zmotoryzowane cioty i staruchy grubo po trzydziestce, którym wstyd było pokazać się w parku przez wiek lub wygląd. Albo jedno i drugie.

Przed godziną wcisnąłem Jolce swoją starą, porysowaną empetrójkę z kawałkami z lat 30: „Nie kochać w taką noc to grzech. Kochajmy póki czas...”. Teraz, porobiona kilkoma piątkami Relanium, snuła się po alejkach z dłońmi przyciśniętymi do uszu. Bredziła, że czuje się pluszowo i ekscytowała przedwojenną dykcją. Jarało ją przymknięte, tylnojęzykowe, „ciemne” o, kresowe ł – cały ten dawny akcent sceniczny. Mnie Jolka kojarzyła się ze skryptem do socjologii: odwrócona migracja pionowa. Od prymuski z renomowanego liceum do parkowej wywłoki nocującej na klatkach z bezdomnymi.

Wokół mnie krążył jakiś 28-latek, nie grubas, raczej typ miśka. Nic specjalnego, ale też nie odrzucał. Taki do przyjęcia. Zbliżył się powoli i zagadał ściszonym głosem:

— Sorry, spotykasz się może za kasę?

Powiedziałem nie, ale przeciągnąłem sylabę, głos mi zawisł. Typ odszedł kawałek, dalej trzymał się blisko.

Patrzyłem w próżnię. Jolka się puszczała. Otaczały mnie same takie jak ona. Mnie też wielokrotnie w życiu proponowano kasę. Zawsze odmawiałem. Nie przez dobrobyt, tylko przez wyniesioną z domu, bezmyślną wiarę, że prostytucja jest czymś haniebnym. Tylko czy warto było dalej ciągnąć tę iluzję? Ile przez nią ominęło mnie przeżyć, wrażeń? Pięknych, strasznych, mocnych.

Zeskoczyłem z ławki. Podbiłem do niego. Omówiliśmy reguły, wsiedliśmy do auta. Przekręcił kluczyk, rozbłysły światła. Cioty, w tym Jolka, zauważyły nas i zaczęły mielić jęzorami. Z każdą chwilą robiło się fajniej.

Zawiózł mnie na Cytadelę. Weszliśmy po schodach prawie pod sam cokół. Skręciliśmy w prawo i zboczyliśmy z alejki między drzewa.

Był spokojny, cichy i miły. Rozpiął spodnie, wyjął z kieszeni gumę, rozerwał zębami złotko. Założył ją, nie wiem po co, ale założył. Teraz kucałem przed nim jak normalna dziwka. Byłem szmatą. I czułem, że jestem do tego stworzony.

Po wszystkim wstałem, objąłem go za szyję i muskałem ustami jego spoconą skórę. Spytał grzecznie, czy możemy tak postać dłużej. Trwaliśmy w uścisku kilka minut. Żaden nie chciał puścić. Czułem jego ciepło, bicie serca, oddech – najpierw ciężki, potem miarowy i głęboki. W tamtej chwili wszystko było na swoim miejscu.

Dał mi trzydzieści złotych. Zostawiłem je sobie na pamiątkę.

W przyszłości zgarniał mnie z parku jeszcze kilka razy. Zawsze najbardziej zależało mu na długim tuleniu. Jolka też z nim kiedyś pojechała. Grzmiała potem na cały park:

— Ten człowiek powinien się wstydzić! Płaci za zwykłe przytulanie! Absolutne dno!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie deszcze sierpnia

  Szczotkował, czesał, układał, lakierował włosy. Potem prasował spodnie, przymierzał koszulę, długo stał przed lustrem. I tak co wieczór, ...