18+ • Surowe i intymne treści
Ten blog zawiera szczere i bardzo bezpośrednie historie. Prosimy o dyskrecję. Osoby poniżej 18 lat prosimy o opuszczenie strony.

sobota, 27 czerwca 2026

Rybcia

 


Moja ukochana kamienica: wysokie sufity, przestrzeń, piece kaflowe. W rogu stare pianino, na nim świeczki, które zapaliłem na jego przyjazd. Przez otwarte na oścież drzwi balkonowe wlewało się lepkie, czerwcowe powietrze. Wyszliśmy na balkon, spoglądaliśmy sobie w oczy, obejmowaliśmy się.

Na parkiecie w salonie wciąż unosił się zapach naszych spoconych ciał – przed chwilą tańczyliśmy po mieszance cytrynówki i F..., gubiąc rytm, śmiejąc się i co chwilę wpadając w mocny uścisk.

Poszliśmy do pokoiku. Całowaliśmy się, dotykaliśmy swoich pośladków, wyprężone penisy napierały na siebie. Miał trzydzieści jeden lat, przyjechał do mnie z Jarocina. Gdy gładziłem jego szczupłe plecy i patrzyłem na delikatne zakola nad czołem, czułem, że te dwa lata różnicy nie mają znaczenia.

Pachniał tamtym światem – domem, praniem, czymś znajomym, czego nie potrafiłem nazwać. Opowiadał o pracy w przetwórni ryb z taką powagą, jakby to było centrum wszechświata. I o matce. Mieszkał z mamusią. Podobała mi się ta jego prostota. Gdy chwytałem go za dłoń, liczył się tylko dotyk, ciepło, to, że nie cofał ręki. I to, jak patrzył na mnie swoimi ciemnymi, lekko zawstydzonymi oczkami.

Całe szczęście, że przyjechałeś po mnie na peron. Już się bałem, że cię nie znajdę.
– Przecież się umówiliśmy.
– Wiem, ale nigdy wcześniej tu nie byłem.

Bifor był idealny, ale noc dopiero się zaczynała. Wstawieni, ale jeszcze na nogach, wyszliśmy w miasto.

Zamiast pchać się w rozkrzyczane centrum, wybraliśmy drogę na około. Obaj mieliśmy w sobie tę samą kanciastą nieśmiałość, która kazała nam omijać tłumy pod głównym wejściem. Skręciliśmy w Bóżniczą.  Przedwojenne kostki brukowe czułem przez podeszwy tenisówek – nierówne, ciepłe jeszcze od dnia. Powietrze stało od intensywnej, ciężkiej, słodkiej woni kwitnących krzewów. Ciemność była gęsta, lepiła się do skóry.

Gdy Bóżnicza łagodnie przeszła w Grochowe Łąki, nad naszymi głowami zamknął się majestatyczny dach z liści. Szpaler potężnych platanów i kasztanowców odcinał nas od zgiełku reszty miasta. Ulica była pusta, cicha – jakby stworzona tylko dla nas.

Wyciągnąłem z kieszeni małpkę cytrynówki. Odkręciłem korek, wziąłem łyk, podałem mu. Chłód szkła, pieczenie w gardle, zapach alkoholu mieszający się z aromatem czerwcowej nocy. Spojrzałem na niego. W świetle latarni jego twarz rzeźbiła się w cieniach – ostre światło, głębokie dołki pod oczami, kościste policzki.

Sam nigdy bym tu nie trafił – powiedział, rozglądając się. – Wszystkie te uliczki wyglądają tak samo.
– Spokojnie. Dojście jest bardzo łatwe.

Uśmiechnął się tylko i rozejrzał jeszcze raz, jakby zapamiętywał drogę.

Szliśmy przez długie, kameralne podwórka w kierunku bocznego wejścia do Hah. Oczami wyobraźni już widziałem, jak znikamy w półmroku baru Hell i darkroomu, gdzie będziemy mogli być ze sobą.

Było idealnie. Ten moment przed imprezą, gdy wszystko jest jeszcze obietnicą, czystą możliwością. Czas zwolnił, zamrożony alkoholowym rozluźnieniem.

Jest pięknie – westchnąłem, nie potrafiąc zachować tego zachwytu tylko dla siebie.

On zatrzymał się na chwilę, postawił kołnierz koszulki, jakby nagle zrobiło mu się zimno. Rozejrzał się wokół, a na jego usta wypełzł dziwny, nerwowy uśmiech.

Co ja robię ze swoim życiem, gdzie ja idę! – rzucił nagle w przestrzeń.

Zaskoczony, uśmiechnąłem się szerzej, biorąc to za żart.

No do klubu idziemy.

Popatrzył na mnie i kontynuował dokładnie w ten sam sposób, ze śmiechem.

…I to żeby jeszcze z kimś młodym!

Słowa uderzyły mnie prosto w mostek, wybiły mi oddech z płuc.

Przecież on miał trzydzieści jeden lat. Ja – trzydzieści trzy. Wyglądałem świetnie: świeżo pofarbowane włosy, starannie dobrana koszulka z Zalando. Przez godziny szykowałem mieszkanie, a później czekałem na niego na peronie z rosnącą ekscytacją. Cały ten misternie budowany wieczór, cała ta bliskość z kamienicy rozsypała się w ułamku sekundy.

I to żeby jeszcze z kimś młodym”.

Nie odpowiedziałem. Słowa uwięzły mi w gardle, zamieniając się w ciężką, gorzką grudę. Spuściłem głowę, wbiłem wzrok w bruk, żeby nie patrzeć na jego twarz. Przyspieszyłem kroku. Przestał liczyć się czerwcowy zapach, przestały liczyć się platany i romantyczne podwórka. Miałem już tylko jeden cel: dotrzeć do baru Hell i sponiewierać się tak szybko, żeby reszta tej nocy stała się czarną dziurą.


Epilog

Późną jesienią siedziałem przy stoliku w Hah i popijałem wódkę z colą. Z karaoke leciał szlagier Ireny Santor: "Niejedna znikła twarz i wielu przegrało swą młodość, swą młodość". Wtedy go zobaczyłem.

Szedł pewnym krokiem przez znajome korytarze, jakby należały do niego. U jego boku był jakiś dwudziestolatek –  wyluzowany, w modnej kurtce, ale w sumie nic specjalnego. Gdy mijali mój stolik, Rybcia wyjął z kieszeni Samsunga S4, udając, że właśnie dostał wiadomość. Przeszedł obok bez słowa. Nawet nie spojrzał.

Siedziałem. Patrzyłem, jak znika w tłumie. I nic.

Wtedy wszystko się wyjaśniło. W tamtą czerwcową noc nie przyjechał po to, żeby być ze mną. Po prostu zapamiętywał drogę. A ja byłem tylko punktem orientacyjnym.

5 komentarzy:

  1. Wedle nauczania Kosciola Katolickiego Matki Naszej I ojca swietego Jana Pawla Drugiego, niech mu ziemia lekka bedzie, p.dalstwo nalezy tepic jak robactwo.

    Albowiem nietepione moze sie jeszcze nie daj Boze rozlac na cale spoleczenstwo I zatruc nasze plodne meskie bractwo ich bezbozna ideologia.

    Oto slowo boze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwięcej pedalstwa jest wśród klery katolickiego

      Usuń
  2. Jaka jest roznica pomiedzy pedalem a zwierzeciem.?

    Ten ostatni przywiazuje sie do swych Panow.
    Pedal zas nie widzi nic poza chucia.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Predzej wielblad przejdzie przez ucho igielne nizli pedal dostanie sie do Krolestwa Niebieskiego"

    Ewangelia Mateusza 19:24
    Ewangelia Marka 10:25
    Ewangelia Lukasza 18:25

    OdpowiedzUsuń

Rybcia

  Moja ukochana kamienica: wysokie sufity, przestrzeń, piece kaflowe. W rogu stare pianino, na nim świeczki, które zapaliłem na jego przyja...