18+ • Surowe i intymne treści
Ten blog zawiera szczere i bardzo bezpośrednie historie. Prosimy o dyskrecję. Osoby poniżej 18 lat prosimy o opuszczenie strony.

środa, 24 czerwca 2026

Dysinhibicja

 


Był początek roku akademickiego, październik 2011. Wróciłem na studia porzucone 10 lat temu. Zapisałem się na prywatną uczelnię, oferującą zajęcia przez neta na platformie Moodle. Ta rzadko spotykana wtedy forma studiowania była idealnym rozwiązaniem dla ludzi takich jak ja.


Dzięki mieszance propranololu i Xanu nie pamiętałem już, jak to jest, gdy serce wali w windzie, gdy ktoś patrzy na ciebie w autobusie. Ten miks sprawiał, że świat stracił krawędzie. Ludzie przestali być zagrożeniem – stali się elementem krajobrazu. A uczyć się lubiłem zawsze. Rozwijać się, pisać. Najbardziej opisywać na blogu, jak mocno żyję.


Osiem czerwonych kapsułek


Napięcie, które kiedyś czułem w tłumie, ustępowało po ośmiu czerwonych kapsułkach na literę F…, popitych wódką z colą. Pięknie komponowały się z benzo i drinkami. Skutkiem ubocznym była euforia, ekstrawersja, dysinhibicja.


Na parkiecie nie myślałem. Ciało poruszało się samo w rytm, który nie wymagał decyzji. Każdy ruch był odpowiedzią na bas, światło, oddech tłumu. Nawet moje imię brzmiało już inaczej, nowocześniej. Wróciłem na scenę LGBT po 10 latach. Nikt nie pamiętał mnie jako dwudziestolatka, sam siebie nie pamiętałem z tamtych parkowych lat.


Teraz był Mateusz, trzydziestolatek, ale wyjątkowy, zajebisty. Dlaczego Mateusz? Bo to było najczęstsze imię dwudziestoparolatków. Imię wszystkich, którzy żyli. Matan-Jah – Dar Imienia. Dar Boga.


God Mode


Miałem tę genetyczną wariację, która układała się w absurdalnie wręcz młody fenotyp. Podkreślony przez wiecznie wyspaną, wygładzoną Xanaxem i kremami mordę. Do tego utlenione włosy, dobrze dobrany jasny fluid. I złoty łańcuszek na szyi, modne koszulki z Zalando, skórzane kurtki. Ten młody ryj i modny outfit, za którym ciągnęła się nuta perfum z luksusowego sklepu wolnocłowego z lotniska Kastrup – podarowanych mi od serca przez kochającego starszego bogatego dziada.


Do tego Visa Infinite – złota, metalowa, która dźwięczała w portfelu, gdy wyciągałem ją przy barze. W 2011 roku w klubach większość ludzi wciąż płaciła gotówką – grubymi plikami dwudziestek i pięćdziesiątek wyciąganych z bankomatu, do którego trzeba było dreptać kawałek od wejścia. Ci, którzy mieli karty, wyciągali studenckie debetówki z Inteligo czy mBanku. A ja po prostu przykładałem swoją grubą, prestiżową Visa Infinite do terminala i dostawałem drinka, dostawałem, co chciałem.


Miałem klucze do własnego mieszkania, złotą kartę i człowieka, który za wszystko płacił. I nie wahałem się tego używać, aby otrzymać to, czego łaknął mój mózg, a właściwie stare struktury mózgowe nazywane przez biologów gadzim mózgiem – skoncentrowane na poszukiwaniu elementarnych wrażeń: chwili, melodii, głosu, uśmiechu, błysku oczu, zapomnienia w winie, wersecie utopionym w czymś mocniejszym, posypanym kreską..


W klubie o trzeciej nad ranem zaczepiałem młodych, pięknych, zepsutych heteryków, którzy za większą kasę gotowi byli zrobić dosłownie wszystko.


Hell


Hah – Hell and Heaven – mieścił się w starej fabryce. Drugie wejście od strony sądu prowadziło prosto do Hell, czyli baru z darkroomami. Często wchodziłem tam sam, nigdy na trzeźwo – zawsze już mocno spity i porobiony. Czasem wpuszczali mnie za darmo dzięki Tomkowi, który znał właściciela.


W środku gęsty tłum, zapach dymu, tanich perfum i ohydnego Somersby. Na parkiecie waliły hity: Rihanna, Lykke Li, Lady Gaga, Lana Del Rey. Polskiego zero. Gejowski klub.


Bramkarze, hetero, czasami pozwalali sobie na jakieś śmieszne pseudohomofobiczne uwagi, ale to było dopuszczalne, bo przecież pracując w klubie gejowskim nie mogli nienawidzić gejów. Przechodziło. Byli ładni. Mnie często zaczepiał jeden z nich, ten szczupły, który chyba zauważył, że na niego lecę.


– Tylko bez ekscesów.


A czasem:


– Podobam Ci się, co? Jesteś homoseksualistą? A jak facet może to robić z facetem? Pokażesz, jak to robisz?


Bileterką była jakaś starsza kobieta – miała chyba 60 lat, gruba, obfity biust, okulary, niemiła. Ubrana wizytowo w kiepskim guście – jak bibliotekarka albo wkurwiona baba z dziekanatu. Brała kasę bez żadnego kontaktu. Ochroniarz stemplował ramię czymś, co było widoczne pod skanerem.


Darkroom znajdował się po drugiej stronie klubu. Były kabiny, takie szafy, mocne drewno, toporne drzwi, wszystko czarne. Części wspólne beznadziejne – nic kompletnie nie było widać. Tylko dotyk, oddech, trzaskające drzwi kabin, czasem czyjś pociągły jęk. Ktoś brał cię za rękę i prowadził w głąb, gdzie powietrze było gęstsze, a dźwięk muzyki dochodził jak przez watę.


Piękny gej z Hell


Pamiętam obczajonego przy barze w Hell takiego jednego pięknego geja, którego bardzo zapragnąłem. Młody chłopak, maksymalnie dwudziestolatek. Widząc po mnie, że jestem bardziej wrażliwy i mniej zdecydowany, po prostu złapał mnie za rękę i zaciągnął do kabiny. Tam dosłownie męczył mnie jakieś 40 minut. Ściągnął spodnie, usiadł mi na twarzy, zmuszał do tego, bym lizał mu jądra, odbyt. Bardzo tego chciałem. Pamiętam, że miał pachnący i mocno owłosiony tyłek – te naturalne włosy kontrastowały z jego młodością i zadbaniem o siebie, o zewnętrzny wygląd. I to było fajne. Oklepywał mnie wielkim penisem po twarzy i wpychał mi go mocno do gardła. Głębokie gardło, bardzo długie. Mocno bolało. Wypił tyle, że nie mógł skończyć. W końcu, spoceni i wyczerpani, wysypaliśmy się z tej szafy. Byłem sponiewierany. Leżałem długo na zimnej podłodze. Zwykła posadzka, na szczęście była czysta.


Ten z pancerką


Inne zdarzenie miało miejsce w ubikacji – miejscu charakterystycznym, bardzo głośnym, ruchliwym, przez cały czas mytym przez rozgadaną, zaczepianą przez wszystkich sprzątaczkę.


To właśnie tam chłopak, na którego wielokrotnie patrzyłem z fascynacją na parkiecie, nagle mnie dostrzegł, albo po prostu teraz właśnie zdecydował, że w końcu mi pozwoli. Był to młody gej w wieku około 25 lat, bardzo męski, z pancerką na pięknej koszulce, blondyn o gęstych włosach. Skończył przy pisuarze, chwycił mnie za rękaw i pociągnął do kabiny. Sprowadził do parteru. Uderzał penisem po twarzy, wsuwał i wysuwał mi go z ust, a potem nagle zaczął sobie trzepać i zrozumiałem, że zamierza spuścić mi się na twarz, obryzgać ją.


Ja jednak miałem perfekcyjnie wykonany makijaż – fluid, kremy, wszystko dopracowane. Bałem się, że on mi go zniszczy i zakończy moją imprezę. Rozmaże mi całą twarz, a ja będę musiał wyjść z klubu, bo nie miałem w kurtce w szatni kosmetyczki. Nie byłem przecież przegiętą ciotą. Więc uciekłem.


Do dziś tego żałuję. Wołał za mną:


– Ej, dokąd idziesz? Co ty robisz?!!!


Wiedział przecież, że tego chcę. Wystarczyło powiedzieć: „Nie na twarz, wolę połknąć” – i może dałoby się to załatwić. Ale zwyciężył we mnie zwierzęcy strach. Strach przed utratą: utratą tej imprezy, lęk, że za moment on po prostu zakończy całą moją dopiero rozkręcającą się noc. Fatalnie to rozegrałem, do dziś nie mogę tego przeżyć. Miałbym do swojej kolekcji tak cudowne wspomnienie, przeżycie, a zostałem z wyrzutem, pretensją do siebie o tego pięknego geja z pancerką, męskiego, o gęstych blond włosach.


Czerwone Marlboro w twardym kartoniku


Bywali w Hah też wyjątkowo piękni mężczyźni, którzy mieli dziewczynę, ale szukali frajerów – gejów gotowych im postawić kilka kolejek piwa i kupić czerwone Marlboro w tekturowym opakowaniu. Pamiętam jednego. Arogancki typ. Oczywiście znowu blondyn. Zauważył, że nie mogę przestać się na niego patrzeć. Zaczął mnie sprawdzać:


– Podobam ci się? A zejdziesz niżej po tych metalowych schodach i kupisz mi czerwone Marlboro w twardym kartoniku?


Było widać jego dziecięcą radość, kiedy mu je przyniosłem – razem z drinkiem, o który nie prosił. Jak grzeczny piesek. Był przekonany, że dorwał właśnie frajera, który zakochał się w nim i teraz pozwoli mu na wszystko. A ja przecież znałem pięć jego ruchów do przodu i miałem określone granice. On myślał, że bawi się mną, a to ja bawiłem się nim – albo przynajmniej każdemu z nas zdawało się, że to on trzyma drugiego za mordę. Jego celem było naciągnąć mnie na kasę. Moim: przekupić go kasą, by pozwolił mi na zbliżenie, na to, by mnie użył oralnie gdzieś w toalecie albo darkroomie.


Dla niego to było upodlenie drugiego faceta – potraktowanie go jak szmaty. Dla mnie: moment, w którym on zachowywał się jak drugi gej. Bo przekraczał granicę. Pozwalał drugiemu samcowi pieścić językiem intymną część swojego ciała.


Każdy z czegoś rezygnował. Ja byłem faktycznie wypłukany z części kasy. On natomiast budził się nad ranem ze mną w hotelowym łóżku i już nie pamiętał, jak był lizany i pieszczony po całym ciele przez drugiego faceta. Albo nie chciał o tym pamiętać. Wszystko ukryte w ciemności nocy.


Ja wracałem do kochającego mnie partnera, który wybaczał mi te nocne, pijackie przygody i kupował mi kolejne koszulki z Zalando. A młody heteryk wracał do dyskoteki dla gejów, szukać nowego faceta, którego znów naciągnie – najpierw na czerwone Marlboro w twardym kartoniku.


Ekstaza


Żyłem pełnią życia. Byłem studentem drugiego roku licencjatu i jako trzydziestolatek o mordzie dwudziestolatka przeżywałem najlepszy czas w swoim życiu. Życiu bezczelnego smarkacza wożonego luksusowym autem od klubu do klubu, od drinka do drinka, machającego złotą kartą jak wariat.


Wracałem nad ranem do mieszkania. Piotrek spał. Na krześle wisiała kolejna koszulka z metką. Kładłem się i już myślałem o kolejnej nocy w Hah.


Byłem skrajnie napalony na życie. Miałem wszystko, czego chciałem. I nic nie było dla mnie niemożliwe – cokolwiek chciałem uczynić.


2 komentarze:

  1. Dobry tekst , czyta się jednym tchem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Kochanie. Miło, że przynajmniej Ty mnie czytasz.

      Usuń

Rybcia

  Moja ukochana kamienica: wysokie sufity, przestrzeń, piece kaflowe. W rogu stare pianino, na nim świeczki, które zapaliłem na jego przyja...